czwartek, 24 lipca 2014

W oczekiwaniu na urlop

   
                     Odliczam już dni do naszego wyjazdu i nie mogę uwierzyć , że już za tydzień ruszamy na podbój naszych kochanych  Mazur Garbatych .Ostatni raz byliśmy tam dwa lata temu i jestem bardzo ciekawa co tam się zmieniło i jaka będzie pogoda , czy uda nam się wszystko zwiedzić co mamy w planach , jaka będzie następna trasa spływu Czarną Hańczą ? Oj ! wiele pytań w mojej głowie  . Kiedy chcę komuś opowiedzieć w jaki rejon Mazur jedziemy to zawsze pytam czy ten ktoś oglądał film ,, U Pana Boga w ogródku '' , za miedzą czy za piecem . Wydaje mi się , że właśnie ten film oddaję całkowicie klimat , atmosferę miejsca , siedliska gdzie stacjonujemy . Taki powrót do dzieciństwa , z dala od tego co mamy na co dzień , tego czego w całym roku w tym pędzie życia i pracy często nam  brakuję . Bardzo lubię tam wypoczywać , tam ładujemy baterie na cały rok , tam od rana do wieczora spędzamy te dni razem i to jest chyba dla mnie najważniejsze .

                        I tak z jednej strony nie mogę się doczekać wyjazdu , a z drugiej to dopada mnie lekkie przerażenie , że przecież został tylko tydzień i lada moment trzeba zacząć się pakować . A z pakowaniem to same wiecie jak jest , ile rzeczy trzeba spakować na dwa tygodnie . I jeszcze ta coroczna myśl , wrażenie w dniu wyjazdu , że o czymś zapomniałam , że coś nie spakowałam ?. Czy Wy też tak macie ?  Bo ja mam tak co roku , kiedy gdzieś na dłużej wyjeżdżamy .  

                    W między czasie w oczekiwaniu na urlop , aby lekko nie zwariować to wyciągnęłam z szafy maszynę i z tkaniny marine  z SH za 10 zł uszyłam poduchy . I tak jak pisała kiedyś  Joasia  z Uwielbiam czarować ,  to nie trzeba jakiś ogromnych pieniędzy , aby stworzyć w swoim ulubionym stylu dekorację . Trzy zasłony  z SH za parę  groszy zamieniły się w 8 poduszek i jeszcze zostało na obrus .
                              




 




A ta  poduszka z grafiką kotwicy to zasługa już naszej kochanej Ewa  z Shabby Shop 
, którą   jakiś czas temu mi uszyła .. :)







Od niedawna też zaczęłam tworzyć królikową rodzinę . Pierwszy nie wyszedł mi perfekcyjnie , ale kochane uczę się i uczę ....  i sprawia mi to mnóstwo radości te królikowe szycie :)







            Pozdrawiam Was serdecznie :)
          Dorota



wtorek, 15 lipca 2014

Od przybytku głowa nie boli :)

                      
                 Idąc  za tytułem , że przecież  od przybytku głowa nie boli , to dziś będzie przegląd rzeczy , które ostatnio przywędrowały do Zielonkowego Domku .Czyli taki zakupowy post . Wszystko oczywiście konieczne (hi,hi..) w pełni usprawiedliwione , za sprawą wyprzedaży w sklepach  i jak się nie przyda dziś , to na pewno przyda się w przyszłości.       A oto moje wyprzedażowe  łupy ....

                       

  
 



 
 

Ale najbardziej , tak najbardziej to moja buzia  śmieję się do chyba najmniejszego zakupu , czyli do małych , pięknych pudełeczek zapałek z najnowszej kolekcji Green Gate :)








Och .. Green  Gate ...  , jak ja wzdycham do Ciebie ...  Dodatki mają  bajeczne  ...    
 Szkoda , że są jeszcze takie drogie ....
:))) 


Pozdrawiam Was jak zawsze cieplutko :) 
Jeszcze ok. 2 tygodnie i ... witajcie   Mazury ! 
 
 
 
 
:)

środa, 2 lipca 2014

Romantyczna , sielska , zalotna .... i wspomnień czar

 
 

                            Zawsze podobały mi się takie romantyczne , koronkowe pościele . Takie  , które kojarzą nam się z dzieciństwem , ze  wspomnieniami czy babcią.  W moim rodzinnym domu , odkąd tylko pamiętam , takiej pościeli było bardzo  dużo . Białej z koronką , z haftami , takiej wykrochmalonej i odprasowanej .Pamiętam jak dziś , jak  mama ją prasowała  i jak leżała u nas równiutko poukładana  w szafie na półkach  . Gdy miałam  6  lat mama z sąsiadką otworzyły magiel . Tam dopiero było takiej pościeli..  Jako mała dziewczynka  przechadzałam się między tymi regałami wyłożonymi pięknie poskładaną pościelą i wyobrażałam sobie , że mam swój  sklep . Pamiętam do dziś ,  jak lubiłam mamie pomagać ..    ,  gdy   klienci przychodzili po  jej  odbiór , to  ja dumnie  odbierałam numerek ,  szukałam i wydawałam im  pościel... i   pamiętam ,  jak mówiłam mamie , że kiedyś , jak dorosnę to  będę miała taką  suknie całą  z koronek  .  Och ... ,  jak  ja , jako dziecko uwielbiałam w niej leżeć... . Pózniej  pamiętam przyszła moda na pościel z kory , frotte i z satyny ..  i  o takiej co trzeba krochmalić i prasować zaczęto zapominać . Może po części stało się to z wygody ?Może tak już to jest ,  że  świat do przodu pędzi.... ?   Wiem , że ma ona wielu zwolenników , jak i przeciwników . Ci drudzy uważają , że trzeba ją prasować , że jest sztywna i szorstka  ...   .   A ja kocham właśnie taką pościel i wcale nie przeszkadza mi , że muszę ją  prasować , że szybciej się brudzi , czy nawet  gniecie. Jedyną przeszkodą w tej mojej miłości do niej była cena . Cena , która mnie zawsze odstraszała i zwalała z nóg . 
             Któregoś dnia pomyślałam  , że mogę sama ,,uszyć'' sobie taką pościel do sypialni  . I tak w miejscowym SH nabyłam zwykłą , białą bawełnianą  pościel ( dwa komplety) , kupiłam koronkę bawełnianą , tam wszyłam , tu przyszyłam  i ..  jednego deszczowego wieczoru powstała moja długo wyczekana babcina pościel... ,taka ,  gdzie sny mam wrażenie są inne , bajkowe .. , takie związane z moimi wspomnieniami ...
                     

 

                                                   
























                Pozdrawiam Was serdecznie i czekam na Wasze opinie ....  Czy lubicie taka pościel ?
                                        
                                                                                      :)